czwartek, 22 listopada 2012

Rasizm

Nigdy nie byłam rasistką.Wręcz przeciwnie,uważam się za osobę niezwykle otwartą i tolerancyjną.Ba!Ciemnoskórzy podobają mi się...ostatnio jednak zauważyłam,że Gabrysię bardzo inetresuje odmienny kolor skóry,i jasno go komentuje-murzyn-mówi.Nie bardzo mi się to podoba choc niby słowo normalne ale w jej głosie zauważa się jakąś złośc...i niechęc.
Bardzo jest wyczulona...nie wiem dlaczego bo kontaktu z tego typu odmiennością nie ma w ogóle.Stwierdziła nawet,że nie lubi murzynów.Tłumaczę,że nie ważny jest kolor skóry ani w ogóle wygląd człowieka,ważne jest czy jest dobry,grzeczny i miły...i że trzeba wszystkich ludzi szanowac.Wiem,że słowo rasizm jest przesadzone,ale w głowę zachodzę skąd jej się wzięło takie rozumowanie?

poniedziałek, 19 listopada 2012

Lutka




Po wekendowo-wszyscy żyją

Otóż wekend jak zawsze urozmaicony...tym razem serią wypadków i nieprzyjemnych zdarzeń...na szczęście bez większych ofiar...
Zaczęło się w sobotę...
Meluta spała...Gabrysia jak zawsze nie zwracała na to uwagi latając,tłukąc się i wrzeszcząc...nagle coś spadło,huknęło...mela się podniosła z wózka i bęc plackiem na twarz...Krew z nosa poszła i dwie godziny ryku...bo się dziecko rozżaliło,poza tym niedospane...
Na szczęście nos cały...
Nie minęło dużo czasu...jak matka zajęła się w późne popołudnie zagniataniem ciasta na jabłecznik...ojciec na straży,wyszedł z pokoju na moment by najmłodszej zrobic piciu...nagle łup...i płacz straszliwy.Mały alpinista wlazł na krzesło z krzesła na stół...a ze stołu frrruuu,o podłogę gruchnął...Mąż poleciał...przytargał malucha...a z dzioba krew ciurkiem ciekła.
Wargę przegryzła...na szczęście zęby wszystkie...
Matka o 19.00 zdąrzyła upiec ciasto jak okazało na następny dzień okazało po raz ostatni w naszym obecnym piekarniku.Rano gdy małżonek śniadanko przygotował,zawadził leciutko o szybę piekarnika i ta poszła w drabiazgi.Szkło rozsypało się po całej kuchni...Nie wiem jakim cudem,przecież takie szyby powinny byc bezpieczne...powinny popękac a nie rozsypac się w drobny mak...Także zostałam chwilowo bez piekarnika...
Grunt,że wszyscy cali:)

sobota, 17 listopada 2012

Ząb

Czy to możliwe,że 15-miesięczne dziecię ma już w dziobie zęba numer 5?Jestem w szoku...w ogóle jej zęby idą nie w tej kolejności co trzeba...po jednej stronie paszczy...i w ogóle to panna niechętna do otwierania buźki by sprawdzic co tam się dzieje...No ale wczoraj sprawdziłam i jest 5...jak byk...
Znów nie chce jesc...zęby...

środa, 14 listopada 2012

O tym i o tamtym

Dziś nocka.Jutro też...a potem dopiero we wtorek.Se odpocznę.Chciałabym zaplanowac coś dla całej naszej czwórki...ale pomysłu brak...
przeraża mnie wizja dzisiejszej nocy...po ostatnim stereo dziewczyn...czemu się budzi młoda to wiem,ale starsza...może coś przeżywa...?Martwi mnie...i smuci...

A jest taka mądra,aż mnie zadziwia czasem...
Gramy w "Myszkę"Gabrysia widzi małego ptaszka i dużego...po czym stwierdza..
g.-wiesz to pewnie jest dziecko a to mama...
ja-a skąd wiesz,może to tata?
g.-nie,zobacz on ma takie błyszczące ładne oczy...to na pewno mama.Mamy są ładne.
ja-a tatusiowie nie?dlaczego?
g.-nie,bo mają takie brzydkie,szorstkie brody...


innym razem...
czytam bajkę na dobranoc...
g.-mamo zobacz,a ten pan jest przypalony.
ja-to murzyn.
g.-nie,tata wczoraj powiedział że on jest przypalony bo ten smok tak na niego zionął ogniem...
roześmiałam sie w głos...a ona  rzekła
g.-czemu się śmiejesz ze mnie,tata tak powiedział to z niego się śmiej...


wtorek, 13 listopada 2012

Nieprzystosowana

do życia.To ja.Naprawdę.Co raz częściej dochodzę do takiego wniosku.Nie radzę sobie emocjonalnie z ciężarem życia...sprawy dla niektórych błache dla mnie urastają do rangi problemu i nieszczęścia.Mam poczucie winy wobec dziewczyn,że nie jestem dla nich taką mamą...jaką powinny miec i jaką ja bym chciał byc...nie umiem...wrzeszczę,wymagam...jestem nerwowa,często zmęczona i smutna...
Dołują mnie niektóre blogi...gdzie non stop jest pięknie i sielankowo...gdzie nikt się nie skarży nikt nie narzeka...opisując życie..i swoje relacje...zwłaszcza z najmołodszymi domownikami i w ogóle z ludźmi.Sztuczne...dla mnie,może na pokaz...a może to u mnie jest nienormalnie...poniekąd na pewno...zazdroszczę tym którzy maja spokój wewnętrzny i potrafią cieszyc się z życia...dzieci...
Nie rozumiem siebie-i we mnie tkwi cały problem.Potrzebuje pomocy.Psychologa?

Dziś po nocce wracam.Godz.5.15.A tu co mnie zastało?Aria na dwa głosy.Starszczka od 1.00 nie śpi bo jej się nie chce...a młodsza od 4.00 lata po pokoju.Oddelegowałam małżonka do łóżka starszej,a sama jeszcze w ubraniu położyłam się z nimi dwiema,jedną przytuliłam drugiej dałam rączkę i zasnęłyśmy.
Z tego powodu Starszaczka nie poszła do przedszkola bo spała do 9.00 a ja nie miałam sumienia jej budzic...Natomiast młodsza co by gorsza nie była dziś zastrajkowała i na drzemke południową nie poszła...starałam się 40 minut...po czym stwerdziłam...a lataj mały łobuzie bo to nie ma sensu.
Zapytałam -Melusia,idziesz spac?Ne-odpowiedziała...i koniec.

W pracy ciężko.Ale muszę dac radę.Trzy miesiące.Potem zawsze będę miała szanse powrotu i to na dniówki gdy Melka pójdzie do przedszkola.Godziny ok bo od 7.00 do 14.00,płaca dobra,socjalny...wczasy pod gruszą,13-stki i inne przywileje.Jednak to państwówka.Dlatego tak mi zależy i nie poddaje się...choc bliska jestem załamania.

Z drugiej zaś strony czasem sie zastanawiam co gorsze...praca czy dom?

piątek, 9 listopada 2012

ku rezygnacji

ukierunkowane są moje myśli.Nie daje rady...wczoraj apogeum,roboty full...poza tym z dwójką dzieci,nocki których nie odsypiam...to nie realne,poradzic sobie.I jakkim kosztem?
Jestem umęczona.Zrezygnowana.Pozbawiona chęci do życia.Na nogach porobiły mi się podskórne wylewy...bolą okropnie,i wyglądają paskudnie.
Brakuje mi sił by ogarnąc dom,co doprowadza do kolejnej frustracjii...Nie wiem w co ręce włożyc.Najchętniej spałabym całymi dniami...ale jak?Teściowa kiedy miałam nockę za nocką,wzięła Melkę na 1,5v godziny...co to jest?
Wyłam w aucie jadąc wczoraj do roboty...wyłam...z braku sił...i z niechęci....co do za życie.Praca pracą ale nie za taką cenę bo cierpimy wszyscy...
A Gabrysia wczoraj jeszcze dołożyła mi do pieca...gdy wychodziłam już z domu...zapytała
-mamo,gdzie idziesz?
-do pracy...odparłam
-to idź już,ja się będę świetnie bawic z tatem....
Pękło mi serce....pękło...